Z przedstawicielem młodego pokolenia amazońskich szamanów aczkolwiek wychowanego na zasadach tradycyjnej szkoły, Marek Kukułka spotkał się podczas jednej ze swoich podróży po Ameryce Środkowej. Od kilku lat, niedaleko stolicy Kostaryki San Jose, w lesie deszczowym, swoje szamańskie pueblo prowadzi Salvador. Jego matka jest Brazylijką z Urugwaju, ojciec Grekiem, natomiast on sam swoją młodość spędził w Argentynie.

Salvador w wieku 16 lat wyruszył samotnie do amazońskiej dżungli aby przeprowadzać swoje pierwsze szamańskie eksperymenty z różnymi odmianami grzybów. W rok później udał się na kolejną wyprawę przez Peru, Boliwię i Ekwador.?- Wędrowałem po krajach ameryki Południowej przez jedenaście lat – wspomina Salvador. – W tym czasie utrzymywałem się z pracy na jachtach i statkach.

Pewnego dnia we śnie zobaczyłem ducha, który przykazał mi, abym udał się w górskie rejony Amazonii, gdzie od tamtejszych plemion powinienem nauczyć się starożytnej szamańskiej wiedzy. Zjawa powierzyła mi także cudowną misję dzielenia się tą wiedzą z resztą świata. I tak poświęciłem się kultywowaniu starożytnych rytuałów z udziałem świętych roślin przywracających fizyczną, psychiczną i duchową równowagę.?Pierwszym nauczycielem młodego Salvadora był bardzo znany szaman amazoński Don Agustin Rivas Vasquez, u którego mieszkał i terminował przez kilka tygodni w miejscowości Pucallpa leżącej nad brzegiem Ukajali. Ponieważ ayahuasqero był bardzo zajęty i poświęcał młodzieńcowi niewiele czasu, Salvador wyruszył do pobliskiego miasteczka w poszukiwaniu nowego maestro.

Spotkał tam wielu szamanów i curandero, którzy pracowali nie tylko z ayahuaską, ale także z innymi świętymi roślinami.?- W kilka miesięcy później spotkałem Gorge, szamana, uzdrowiciela i ayahuasqero z innego miasteczka – opowiada Salvador. – Był to bardzo znany curandero, do którego przybywali wszyscy okoliczni mieszkańcy mający jakiekolwiek dolegliwości.

Po kilkugodzinnej rozmowie Gorge zdecydował się wprowadzać mnie w tajniki pracy ayahuasqeros. Szaman wystawił mnie na bardzo ciężką próbę. Przez sześć miesięcy mieszkałem samotnie w maleńkiej chatce zbudowanej w dżungli z dala od innych ludzi. Gorge odwiedzał mnie co kilka dni przynosząc bardzo proste pożywienie i odprawiając dla mnie ceremonie ayahuaski.

Do codziennych zadań Salvadora oprócz postów i medytacji należało przygotowywanie wywaru ayahuaski składającego się także z kory dziewięciu gatunków drzew oraz korzeni i liści Ajo Sacha (Mansoa alliacea) i Chiric Sanango (Brumfelsia grandiflora), które stosują wszyscy miejscowi zielarze. Wielogodzinne gotowanie rozmoczonych roślin pomagało zagęścić napój do wymaganej konsystencji.

Gorge nauczył Salvadora odprawiać tradycyjny ceremoniał picia ayahuaski, (który sam poznał od swojego dziadka), podczas, którego szaman gra na grzechotkach, śpiewa tradycyjne pieśni nazywane icaros oraz sprawuje energetyczną opiekę nad wszystkimi uczestnikami rytuały. Medytowanie w czasie obrzędu sprzyjało poznawaniu różnych chorób oraz sposobów ich uzdrawiania za pomocą roślin i ziół.

Zażywanie świętych roślin umożliwiało kontakty z ich duchami, które przychodziły do nas podczas rytualnych snów i wizji – wspomina Salvador. – Poznałem wtedy całkowicie odmienny sposób śnienia niosący ze sobą bardzo subtelne wiadomości pochodzące bezpośrednio od samej natury.

Pewnej nocy, kiedy leżałem na łóżku i medytowałem, poczułem, jak cała chatka zaczęła się poruszać jakby pod wpływem trzęsienia ziemi. Moje łóżko zaczęło się bardzo gwałtownie kołysać na boki jak hamak. Na koniec podskoczyło do góry i wreszcie wszystko się uspokoiło. Przez cały czas leżałem na moim posłaniu nieruchomo i nie poruszyłem się. Kiedy następnego dnia opowiedziałem Gorge o całym wydarzeniu ten odparł, że to duchy dżungli przyszły się ze mną zobaczyć, a ponieważ nie zląkłem się ich otrzymałem pierwszą inicjację.? Salvador na swojej szamańskiej ścieżce spotkał jeszcze wielu szamanów, którzy ukształtowali nim tradycyjny sposób odprawiania rytuału ayahuaski. Po latach ich styl życia stał się także misją Salvadora.

Dzięki pracy ze świętymi roślinami takimi jak ayahuasca zrozumiałem, że wszyscy szamanami, chociaż stosując odmienne techniki dążyli do pewnego miejsca będącego poza czasem i przestrzenią. To właśnie stamtąd nasza świadomość przybywa przed narodzeniem i powraca po naszej śmierci. Praktykując dowiedziałem się skąd pochodzimy i czym jesteśmy. Teraz chciałbym przekazywać innym tę wiedzę – mówi Salvador.