PUBLIKACJE
Z przewodnika turystycznego dowiedziałem się, że w Peru jest najmniej statystycznie na tysiąc mieszkańców lekarzy. Ani chybi w związku z ogromną ilością uzdrawiaczy.
Wielu curandero na przestrzeni całego Peru stosuje w początkowym kontakcie z osobą potrzebującą pomocy odczytywanie liści coca. Liście krzewu coca są powszechnie stosowane w całym Peru przede wszystkim jako herbata tonizująca skutki choroby wysokościowej, która trapi każdego, w tutejszych Andyjskich górach. Herbata ta nie wyróżnia się specjalnie smakiem, nie ma też nic wspólnego ze znanym narkotykiem kokainą.
Jest to produkt naturalny, powszechnie stosowany. A narkotyczne właściwości tego krzewu, powstają dopiero po chemicznym i bardzo skomplikowanym procesie przeróbki, o którym lokalni ludzie nic nie wiedzą…i na ich szczęście. Dopiero cywilizacje zachodnie, począwszy od końca XIX wieku wynalazły sposób na uzależnianie się od substancji, wytwarzanej z pulpy liści koki. Szamani miejscowi nigdy w życiu nie widzieli białego proszku, choćby tylko z tego powodu, że ich „dochody”, lub ściślej mówiąc ich brak, albo praktycznie rzecz biorąc ich standard życiowy nigdy by ich nie upoważnił do zakupu, białego proszku! Przeważnie po odczytaniu wieści z rozrzuconych liści koki, szaman może postępować w odpowiedni w jego mniemaniu sposób. Sposoby te są niejako trasami, podobnymi do tras, jakimi zwykle poruszają się…ryby!!! W większości wiosek południa i północnego-wschodu stosuje się zioło zwane ayahuaska, w północnych, w północnowschodnich terenach stosuje się dodatkowo lub wyłącznie zioło zwane San Pedro. Zioła te lub ich odpowiednie mieszanki z kilkoma innymi mistycznymi ziołami zawierają substancje powodujące ekspansję świadomości. Obserwowałem w maleńkiej miejscowości, niedaleko słynnego Cusco, na szczycie góry w małym domku jak lokalny ayahuaskero, czyli szaman stosujący to zioło, zadawał płyn zawierający różne zioła, a głównie ayahuaskę młodej dziewczynie w obecności jej matki. Sądzę, że w Europie taki płyn nazwano by narkotykiem, i na zawsze zamnknięto by takiego terapeutę we więzieniu. Tu jednak w Peru jest to zwyczajowy, szanowany sposób na uwolnienie „złego” z głębi duszy osoby cierpiącej. Terapeuta nie miał nawet zamiaru rozmawiać na temat symptomów, jedynie przyjął je do wiadomości, i proces uzdrowienia odbywał się w wielkiej ciszy i skupieniu, które przerywały jedynie odgłosy rozdartej duszy cierpiącej osoby….
W ten sposób uzdrawiali w Ameryce południowej, szamani od setek i tysięcy lat. Można jedynie oddać im honor, że zdołali utrzymać zdrowe podejście do problemu zdrowia, nie dali się uwieźć blichtrom walki z symptomami, rzekłbym, że ich komiczno groteskowa odraza do symptomu, jest wielce pomocna w skierowaniu uwagi i świadomości osoby cierpiącej we właściwym kierunku, w stronę przyczyny, która zawsze tkwi w nas, obojętnie czy to nazwać duszą, czy wyższym ja…czy jakimś podobnym symbolem zwierzęcym czy innym.
To samo moznaby napisać o procedurze uzdrawiania w starożytnych kulturach, głównie w Grecji (http://ayahuasca.net.pl/), ale o tym skojarzeniu napiszę innym razem.
Napisałem ten artykuł w kawiarence tuż nad brzegiem oceanu Spokojnego w małej wiosce Huanchaco w Peru 1 maja 2006 r. specjalnie dla czytelników Polonii w Atenach.
X3...... nowy bestseller już w księgarniach w Polsce. a także i w Atenach
Artykuł w Ateńskiej Polonii z Cyklu Terapie (nie tylko) energetyczne
No i stało się.....
Od czterech lat marzyłem aby zobaczyć nową okładkę tej książki....no i jest!!!
Po wielu nieoczekiwanych trudnościach pojawiła się nowa pozycja na Polskim rynku czytelniczym. Odnoszę wrażenie, że pojawiła się ona w bardzo odpowiednim czasie.
Będąc w ubiegłym tygodniu w Warszawie przekonałem się, jak dobrego dokonałem wyboru. Doszło do tego niejako w międzyczasie mojego wyjazdu w innej sprawie. Od ubiegłego października, kiedy to zmarł mój nauczyciel Manuel, organizator spotkania które miał prowadzić Manuel, doszedł do wniosku po rozmowie ze mna, że powinienem kontynuować pracę Manuela w Polsce, w miarę moich możliwości i w tym celu tam pojechałem. Cały plan warsztatów Manuela tam niejako został scedowany na mnie, wiec stało się to celem - jakże wielkim. (Szybko dodam, że warsztaty, które poprowadziłem w Warszawie, to jeden z większych sukcesów mojego życia.) W miedzyczasie trwało przygotowanie tej książki do druku i druk szczęśliwie zakończył się w dniach moich warsztatów, i mogłem przekazać pierwsze egzemplarze tej książki do rąk osób mocno zainteresowanych takimi tematami. Także księgarnie w Warszawie a szczególnie Księgarnia Nieznanego Świata i jej właściciel pan Marek Rymuszko zaoferowali mi promocję tej książki...!!!
Może przypomnę sobie nieco jak do tego doszło.
Cztery lata temu po przeczytaniu atrykułu w dwumiesieczniku Nexus, zafascynował mnie temat udziału obcych - nieznanych, czy też własciwie nie nazwanych do tej pory sił występujacych w trakcie procesów uzdrawiania. Nastęnie po przeczytaniu książki Adriana Dvira "X3, udrawianie z bliska i z daleka", która jest relacją kontaktów autora z przybyszami z innych wymiarów, postanowiłem wydać ją w języku polskim. Przedsięwzięcie to okazało się wówczas być niemożliwe - moja praca nad przekładem została nagle przerwana (jak okazało się niebawem w dniu nagłej śmierci autora książki). Z upływem czasu zaczęły napływać do mnie informacje, które wybudowały we mnie głęboką wiarę że czas nadszedł i należy tę książkę mimo wszystko wydać. Może niektórym z państwa wydać sie wręcz nieprawdopodobne, ale pierwszym głosem jaki przemówił za wydaniem książki z tego rodzaju informacjami był głos....Papieża Benedykta! Tak a nie inaczej!. Od poczatku swojego pontyfikatu skupia się on na bytach z innych wymiarów i jako pierwsza głowa państwa przerwał zmowę milczenia na ten temat. I prosze sobie wyobrazić, że przyszedł także z pomocą tej sprawie prezydent Obama....! Przyżekł on, że sprawy związane z ewidentnym kontaktem z przybyszami z innych wymiarów zostaną niebawem wyjaśnione wszystkim....!!!!! No i proszę, okazuje się jak na czasie wybrałem odpowiednią informację! Poniżej zamieszczam urywek z nowej książki, aby zachęcić do czytania np. tych, którym okładka wydała się zbyt szokująca.
"Większość z nas wiedzie życie, przypominające wyścig lub zapierającą oddech w piersiach pogoń za środkami utrzymania, za odpoczynkiem, za rozrywką, za spełnieniem emocjonalnym oraz realizacją naszych marzeń. Jesteśmy pływakami w przypływowych falach zdarzeć, zbiegów okoliczności i możliwości. Moja fala to moja rodzina, studia akademickie i moje próby nadążenia za nieustannym rozwojem coraz to nowych technologii komputerowych. Pływałem na tej fali, tak jak my wszyscy, dopóki nie uprzytomniłem sobie, że przydarza mi się coś wyjątkowego. Mogę sięgnąć pamięcią wstecz, do pewnego niezwykłego dnia, nie tak wiele lat temu. Moimi pierwszymi reakcjami było wahanie, zmieszanie i niedowierzanie, z małą domieszką lęku. Jednocześnie jednak czułem wszechogarniającą ciekawość, która z upływem czasu zamiast maleć - rosła. Do kolejno następujących po sobie dziwnych wydarzeń podchodziłem tak, jakbym prowadził własne, prywatne badania naukowe: zacząłem prowadzić szczegółowe zapiski. W ten sposób radzę sobie i ogarniam to, co się dzieje. Cały czas staram się po prostu zrozumieć. Mimo, że pewne rzeczy wykraczają poza nasze zrozumienie, to tak czy inaczej zdarzają się! Mój poglądna świat, wszechświat i na życie zmienił się diametralnie. Świat fizyczny, jakim go znamy, suma życia i cywilizacji, jakie zaistniały na planecie Ziemi to maleńki koniuszek całości wszechświata, o niezgłębionym początku i końcu. Lecz pozwólcie, że opowiem wam wszystko po kolei. Przeczytajcie proszę co mi się przydarzyło i co „przeżyłem”; może sami będziecie na tyle odważni, by uwierzyć. Na początku nie miałem zamiaru pisania książki — po prostu prowadziłem osobisty dziennik zdarzeń. Moje doświadczenia były tak niezwykłe i tak dalekie od „szarej rzeczywistości”, że czułem, iż nawet rozmowa o nich z moimi najbliższymi przyjaciółmi mogłaby skończyć się wyśmianiem. Zamiast tego, dokumentowałem wszystko, co się zdarzało i co uznawałem za ważne. To właśnie tą dokumentacją dzielę się dziś z Wami, Czytelnicy. Większość ludzi w różnych momentach życia doświadcza czegoś dziwnego i czegoś, co jest nie do wyjaśnienia gdyż wykracza poza normalność; czegoś tak przerażającego, że lepiej to zignorować i udawać, że nigdy nie miało miejsca lub szukać pocieszania w wyjaśnieniach, mówiących o przypadku i zbiegu okoliczności. Najlepiej jednak o wszystkim zapomnieć. Oczywiście, rozumiem potrzebę takiego „czucia gruntu pod nogami.” Codzienność musi „wziąść” górę nad eksplorowaniem tajemnic, a wejście w strefę „szarości” życia wymaga wielkiej wewnętrznej siły. Spotkałem wielu ludzi, którzy podchodza. do paranormalnych zjawisk poprzez zajęcie rutynowej postawy typu: „jeśli nie da się czegoś wyjaśnić naukowo to owe coś nie istnieje.” Ludzie ci wierzą, że nie ma szans, abyśmy kiedykolwiek znaleźli życie we wszechświecie. Swój pogląd popierają „naukowymi” danymi oraz teoriami, dotyczącymi bariery odległości (prędkość światła będącą najwyższą prędkością, kojarzą ze znanymi, przekraczającymi nasze możliwości wielkimi, liczonymi w latach świetlnych dystansami do odległych planet); są ich pewni. Decyzja o napisaniu tej książki wcale nie była łatwa. Musiałem przecież wziąść pod uwagę reakcje moich przyjaciół, rodziny i kolegów z pracy. W końcu jednak stwierdziłem, że wszelkie szkody, jakie wydanie tej książki mogłoby wyrządzić moim osobistym relacjom są niczym wobec dobra, jakie zawarte w niej informacje mogą przynieść innym ludziom. Moi Obcy, Pozaziemscy Przyjaciele, którzy z reguły o nic nie prosza., delikatnie zasugerowali mi, że wydanie tej książki jest ważnym krokiem. Pozaziemianie nigdy nie zrobili niczego, co mogłoby zranić mnie czy kogokolwiek ze znanych mi ludzi. Przeciwnie, zawsze starali się jak tylko mogli, aby pomóc i wyleczyć. Zespoły medyczne niestrudzenie inwestują swój czas i wysiłki by znaleźć leki na przeróżne choroby dręczące ludzi. Nigdy nie rozłożyli bezradnie rąk, i nie poddali się, a za to zawsze byli chętni do podejmowania kolejnych prób. Doszedłem do wniosku, że pozaziemianie pracują w oparciu o wzajemne zaufanie. Kiedy osoba wyrazi wolę współpracy z nimi, przejdzie ich „test bezpieczeństwa” który obejmuje stworzenie mapy – profilu osobowościowo-psychologicznego, i zostanie uznana za odpowiedniego partnera do współpracy, staje się członkiem zespołu. Z członkostwem tym wiążą się pewne przywileje oraz obowiązki, co jest niezbędne dla zachowania wzajemnego wsparcia i kooperacji. Pozaziemianie wyjaśnili mi że przybywają w celu niesienia pomocy rodzajowi ludzkiemu, i zapytali czy byłbym zainteresowany ten cel z nimi dzielić. W chwili, gdy wyraziłem zgodę, poczułem, że robili wszystko by mi pomóc, więc w zamian poczułem się zobowiązany dołożyć wszelkich starań, aby im pomagać. W naszej wspólnej pracy rozwiązaliśmy poważne problemy medyczne i psychologiczne wielu ludzi. Dokumentowałem naszą wspólną pracę i zagłębiałem się, na ile wiedza mi pozwalała, w to co się działo, by zrozumieć wszystkie jak oraz dlaczego. Chcę wykorzystać możliwość podziękowania istotom duchowym i pozaziemskim uczestniczącym w tej uzdrowicielskiej pracy – lekarzom, technikom, personelowi laboratoryjnemu, naukowcom i wszystkim tym, którzy na rozmaite sposoby uczestniczą w pracach mających na celu pomoc Ziemi. Chcę podziękować także wszystkim ludziom wizji, którzy przygotowali mnie do tego, bym sięgnął i dotknął nieznanego. Jeśli coś przez to wniosłem do Twojego świata, Czytelniku i Czytelniczko, to moja praca jest uzasadniona i osiągnąłem cel, który sobie wyznaczyłem.
Tak więc początek nowej epoki został wyznaczony i od tej pory spotkacie się państwo bezpośrednio z masą tego typu informacji, a niebawem także z samymi przybyszami, co już wielu z nas ma możliwość doświadczać, i czego wszystkim serdecznie życzę. Osobom zainteresowanym proponuję obejrzeć piękny przelot NOLi nad Moskwą 25 kwietnia w youtube, już się zaczęło.
Jest to produkt naturalny, powszechnie stosowany. A narkotyczne właściwości tego krzewu, powstają dopiero po chemicznym i bardzo skomplikowanym procesie przeróbki, o którym lokalni ludzie nic nie wiedzą…i na ich szczęście. Dopiero cywilizacje zachodnie, począwszy od końca XIX wieku wynalazły sposób na uzależnianie się od substancji, wytwarzanej z pulpy liści koki. Szamani miejscowi nigdy w życiu nie widzieli białego proszku, choćby tylko z tego powodu, że ich „dochody”, lub ściślej mówiąc ich brak, albo praktycznie rzecz biorąc ich standard życiowy nigdy by ich nie upoważnił do zakupu, białego proszku! Przeważnie po odczytaniu wieści z rozrzuconych liści koki, szaman może postępować w odpowiedni w jego mniemaniu sposób. Sposoby te są niejako trasami, podobnymi do tras, jakimi zwykle poruszają się…ryby!!! W większości wiosek południa i północnego-wschodu stosuje się zioło zwane ayahuaska, w północnych, w północnowschodnich terenach stosuje się dodatkowo lub wyłącznie zioło zwane San Pedro. Zioła te lub ich odpowiednie mieszanki z kilkoma innymi mistycznymi ziołami zawierają substancje powodujące ekspansję świadomości. Obserwowałem w maleńkiej miejscowości, niedaleko słynnego Cusco, na szczycie góry w małym domku jak lokalny ayahuaskero, czyli szaman stosujący to zioło, zadawał płyn zawierający różne zioła, a głównie ayahuaskę młodej dziewczynie w obecności jej matki. Sądzę, że w Europie taki płyn nazwano by narkotykiem, i na zawsze zamnknięto by takiego terapeutę we więzieniu. Tu jednak w Peru jest to zwyczajowy, szanowany sposób na uwolnienie „złego” z głębi duszy osoby cierpiącej. Terapeuta nie miał nawet zamiaru rozmawiać na temat symptomów, jedynie przyjął je do wiadomości, i proces uzdrowienia odbywał się w wielkiej ciszy i skupieniu, które przerywały jedynie odgłosy rozdartej duszy cierpiącej osoby….
W ten sposób uzdrawiali w Ameryce południowej, szamani od setek i tysięcy lat. Można jedynie oddać im honor, że zdołali utrzymać zdrowe podejście do problemu zdrowia, nie dali się uwieźć blichtrom walki z symptomami, rzekłbym, że ich komiczno groteskowa odraza do symptomu, jest wielce pomocna w skierowaniu uwagi i świadomości osoby cierpiącej we właściwym kierunku, w stronę przyczyny, która zawsze tkwi w nas, obojętnie czy to nazwać duszą, czy wyższym ja…czy jakimś podobnym symbolem zwierzęcym czy innym.
To samo moznaby napisać o procedurze uzdrawiania w starożytnych kulturach, głównie w Grecji (http://ayahuasca.net.pl/), ale o tym skojarzeniu napiszę innym razem.
Napisałem ten artykuł w kawiarence tuż nad brzegiem oceanu Spokojnego w małej wiosce Huanchaco w Peru 1 maja 2006 r. specjalnie dla czytelników Polonii w Atenach.
X3...... nowy bestseller już w księgarniach w Polsce. a także i w Atenach
Artykuł w Ateńskiej Polonii z Cyklu Terapie (nie tylko) energetyczne
No i stało się.....
Od czterech lat marzyłem aby zobaczyć nową okładkę tej książki....no i jest!!!
Po wielu nieoczekiwanych trudnościach pojawiła się nowa pozycja na Polskim rynku czytelniczym. Odnoszę wrażenie, że pojawiła się ona w bardzo odpowiednim czasie.
Będąc w ubiegłym tygodniu w Warszawie przekonałem się, jak dobrego dokonałem wyboru. Doszło do tego niejako w międzyczasie mojego wyjazdu w innej sprawie. Od ubiegłego października, kiedy to zmarł mój nauczyciel Manuel, organizator spotkania które miał prowadzić Manuel, doszedł do wniosku po rozmowie ze mna, że powinienem kontynuować pracę Manuela w Polsce, w miarę moich możliwości i w tym celu tam pojechałem. Cały plan warsztatów Manuela tam niejako został scedowany na mnie, wiec stało się to celem - jakże wielkim. (Szybko dodam, że warsztaty, które poprowadziłem w Warszawie, to jeden z większych sukcesów mojego życia.) W miedzyczasie trwało przygotowanie tej książki do druku i druk szczęśliwie zakończył się w dniach moich warsztatów, i mogłem przekazać pierwsze egzemplarze tej książki do rąk osób mocno zainteresowanych takimi tematami. Także księgarnie w Warszawie a szczególnie Księgarnia Nieznanego Świata i jej właściciel pan Marek Rymuszko zaoferowali mi promocję tej książki...!!!
Może przypomnę sobie nieco jak do tego doszło.
Cztery lata temu po przeczytaniu atrykułu w dwumiesieczniku Nexus, zafascynował mnie temat udziału obcych - nieznanych, czy też własciwie nie nazwanych do tej pory sił występujacych w trakcie procesów uzdrawiania. Nastęnie po przeczytaniu książki Adriana Dvira "X3, udrawianie z bliska i z daleka", która jest relacją kontaktów autora z przybyszami z innych wymiarów, postanowiłem wydać ją w języku polskim. Przedsięwzięcie to okazało się wówczas być niemożliwe - moja praca nad przekładem została nagle przerwana (jak okazało się niebawem w dniu nagłej śmierci autora książki). Z upływem czasu zaczęły napływać do mnie informacje, które wybudowały we mnie głęboką wiarę że czas nadszedł i należy tę książkę mimo wszystko wydać. Może niektórym z państwa wydać sie wręcz nieprawdopodobne, ale pierwszym głosem jaki przemówił za wydaniem książki z tego rodzaju informacjami był głos....Papieża Benedykta! Tak a nie inaczej!. Od poczatku swojego pontyfikatu skupia się on na bytach z innych wymiarów i jako pierwsza głowa państwa przerwał zmowę milczenia na ten temat. I prosze sobie wyobrazić, że przyszedł także z pomocą tej sprawie prezydent Obama....! Przyżekł on, że sprawy związane z ewidentnym kontaktem z przybyszami z innych wymiarów zostaną niebawem wyjaśnione wszystkim....!!!!! No i proszę, okazuje się jak na czasie wybrałem odpowiednią informację! Poniżej zamieszczam urywek z nowej książki, aby zachęcić do czytania np. tych, którym okładka wydała się zbyt szokująca.
"Większość z nas wiedzie życie, przypominające wyścig lub zapierającą oddech w piersiach pogoń za środkami utrzymania, za odpoczynkiem, za rozrywką, za spełnieniem emocjonalnym oraz realizacją naszych marzeń. Jesteśmy pływakami w przypływowych falach zdarzeć, zbiegów okoliczności i możliwości. Moja fala to moja rodzina, studia akademickie i moje próby nadążenia za nieustannym rozwojem coraz to nowych technologii komputerowych. Pływałem na tej fali, tak jak my wszyscy, dopóki nie uprzytomniłem sobie, że przydarza mi się coś wyjątkowego. Mogę sięgnąć pamięcią wstecz, do pewnego niezwykłego dnia, nie tak wiele lat temu. Moimi pierwszymi reakcjami było wahanie, zmieszanie i niedowierzanie, z małą domieszką lęku. Jednocześnie jednak czułem wszechogarniającą ciekawość, która z upływem czasu zamiast maleć - rosła. Do kolejno następujących po sobie dziwnych wydarzeń podchodziłem tak, jakbym prowadził własne, prywatne badania naukowe: zacząłem prowadzić szczegółowe zapiski. W ten sposób radzę sobie i ogarniam to, co się dzieje. Cały czas staram się po prostu zrozumieć. Mimo, że pewne rzeczy wykraczają poza nasze zrozumienie, to tak czy inaczej zdarzają się! Mój poglądna świat, wszechświat i na życie zmienił się diametralnie. Świat fizyczny, jakim go znamy, suma życia i cywilizacji, jakie zaistniały na planecie Ziemi to maleńki koniuszek całości wszechświata, o niezgłębionym początku i końcu. Lecz pozwólcie, że opowiem wam wszystko po kolei. Przeczytajcie proszę co mi się przydarzyło i co „przeżyłem”; może sami będziecie na tyle odważni, by uwierzyć. Na początku nie miałem zamiaru pisania książki — po prostu prowadziłem osobisty dziennik zdarzeń. Moje doświadczenia były tak niezwykłe i tak dalekie od „szarej rzeczywistości”, że czułem, iż nawet rozmowa o nich z moimi najbliższymi przyjaciółmi mogłaby skończyć się wyśmianiem. Zamiast tego, dokumentowałem wszystko, co się zdarzało i co uznawałem za ważne. To właśnie tą dokumentacją dzielę się dziś z Wami, Czytelnicy. Większość ludzi w różnych momentach życia doświadcza czegoś dziwnego i czegoś, co jest nie do wyjaśnienia gdyż wykracza poza normalność; czegoś tak przerażającego, że lepiej to zignorować i udawać, że nigdy nie miało miejsca lub szukać pocieszania w wyjaśnieniach, mówiących o przypadku i zbiegu okoliczności. Najlepiej jednak o wszystkim zapomnieć. Oczywiście, rozumiem potrzebę takiego „czucia gruntu pod nogami.” Codzienność musi „wziąść” górę nad eksplorowaniem tajemnic, a wejście w strefę „szarości” życia wymaga wielkiej wewnętrznej siły. Spotkałem wielu ludzi, którzy podchodza. do paranormalnych zjawisk poprzez zajęcie rutynowej postawy typu: „jeśli nie da się czegoś wyjaśnić naukowo to owe coś nie istnieje.” Ludzie ci wierzą, że nie ma szans, abyśmy kiedykolwiek znaleźli życie we wszechświecie. Swój pogląd popierają „naukowymi” danymi oraz teoriami, dotyczącymi bariery odległości (prędkość światła będącą najwyższą prędkością, kojarzą ze znanymi, przekraczającymi nasze możliwości wielkimi, liczonymi w latach świetlnych dystansami do odległych planet); są ich pewni. Decyzja o napisaniu tej książki wcale nie była łatwa. Musiałem przecież wziąść pod uwagę reakcje moich przyjaciół, rodziny i kolegów z pracy. W końcu jednak stwierdziłem, że wszelkie szkody, jakie wydanie tej książki mogłoby wyrządzić moim osobistym relacjom są niczym wobec dobra, jakie zawarte w niej informacje mogą przynieść innym ludziom. Moi Obcy, Pozaziemscy Przyjaciele, którzy z reguły o nic nie prosza., delikatnie zasugerowali mi, że wydanie tej książki jest ważnym krokiem. Pozaziemianie nigdy nie zrobili niczego, co mogłoby zranić mnie czy kogokolwiek ze znanych mi ludzi. Przeciwnie, zawsze starali się jak tylko mogli, aby pomóc i wyleczyć. Zespoły medyczne niestrudzenie inwestują swój czas i wysiłki by znaleźć leki na przeróżne choroby dręczące ludzi. Nigdy nie rozłożyli bezradnie rąk, i nie poddali się, a za to zawsze byli chętni do podejmowania kolejnych prób. Doszedłem do wniosku, że pozaziemianie pracują w oparciu o wzajemne zaufanie. Kiedy osoba wyrazi wolę współpracy z nimi, przejdzie ich „test bezpieczeństwa” który obejmuje stworzenie mapy – profilu osobowościowo-psychologicznego, i zostanie uznana za odpowiedniego partnera do współpracy, staje się członkiem zespołu. Z członkostwem tym wiążą się pewne przywileje oraz obowiązki, co jest niezbędne dla zachowania wzajemnego wsparcia i kooperacji. Pozaziemianie wyjaśnili mi że przybywają w celu niesienia pomocy rodzajowi ludzkiemu, i zapytali czy byłbym zainteresowany ten cel z nimi dzielić. W chwili, gdy wyraziłem zgodę, poczułem, że robili wszystko by mi pomóc, więc w zamian poczułem się zobowiązany dołożyć wszelkich starań, aby im pomagać. W naszej wspólnej pracy rozwiązaliśmy poważne problemy medyczne i psychologiczne wielu ludzi. Dokumentowałem naszą wspólną pracę i zagłębiałem się, na ile wiedza mi pozwalała, w to co się działo, by zrozumieć wszystkie jak oraz dlaczego. Chcę wykorzystać możliwość podziękowania istotom duchowym i pozaziemskim uczestniczącym w tej uzdrowicielskiej pracy – lekarzom, technikom, personelowi laboratoryjnemu, naukowcom i wszystkim tym, którzy na rozmaite sposoby uczestniczą w pracach mających na celu pomoc Ziemi. Chcę podziękować także wszystkim ludziom wizji, którzy przygotowali mnie do tego, bym sięgnął i dotknął nieznanego. Jeśli coś przez to wniosłem do Twojego świata, Czytelniku i Czytelniczko, to moja praca jest uzasadniona i osiągnąłem cel, który sobie wyznaczyłem.
Tak więc początek nowej epoki został wyznaczony i od tej pory spotkacie się państwo bezpośrednio z masą tego typu informacji, a niebawem także z samymi przybyszami, co już wielu z nas ma możliwość doświadczać, i czego wszystkim serdecznie życzę. Osobom zainteresowanym proponuję obejrzeć piękny przelot NOLi nad Moskwą 25 kwietnia w youtube, już się zaczęło.
