Szamani
Tym razem dotarłem do zachodnich obrzeży oceanu Spokojnego. Jestem w Peru. Miejsce bardzo niezwykłe, najeżone wielo warstwową strukturą epok historycznych, których?nie będę tu wymieniać. Można o tym poczytać w encyklopedii lub przewodniku turystycznym.

Tym niemniej patrząc najpierw z daleka na globus, każdy zauważy, że Ameryka południowa, to bardzo długi płat ziemi, zagradzający swobodny przepływ wody i wszystkiego co w niej płynie, z północy na południe na przestrzeni całej południowej półkuli. Czyli wszyscy w poszukiwaniu raju, lub raju utraconego, którzy dotarli tak daleko, chcąc nie chcąc musieli natrafić na ten ląd.

Ziemia w pasie przybrzeżnym bynajmniej nie jest ani przyjazna ani urodzajna, dodam więcej, albo tak było zawsze albo tak się stało, ale sporo kilometrów w głąb lądu rozciąga się pustynia piaszczysta, którą tylko niektóre cywilizacje potrafiły skonsumować. Mówię tak po oględzinach niezwykłej cywilizacji Chimu, ze swoją główną siedzibą Chan chan, rozciągającą się na olbrzymim terenie wielu kilometrów kwadratowych, olbrzymie miasto zrobione z piasku!!!

Mówią żartem, że gdyby Polaków wpuścić na Saharę to by piasku zabrakło?! A tu niespodzianka, były systemy społeczne, dużo wcześniej, które dotarły do niewdzięcznych wybrzeży Ameryki południowej i w obliczu tego co jest?.piasku?piasku?i piasku, pozwoliły sobie na komfort i przemyślność wykorzystania materiału dostępnego do budowy całego imperium, które przetrwało kilkaset lat.

Świetna organizacja, wszystko było tam z piasku, a mimo to piasku nie zabrakło? Można jedynie domyślać się, że w pewnym momencie, kultura ta zniknęła (być może ktoś ich powiadomił, że jest bardziej korzystny teren nieco dalej w głębi lądu i się tam przenieśli). Pałace z piasku, Chimu koniecznie prawdopodobnie chcieli zmienić na coś bardziej ludzkiego, co jedynie tłumaczy ich okropne zwyczaje poświęcania ludzi w ofierze bogom. Pośród ozdobnych motywów znaleźć można przede wszystkim symbole pochodzące z morza ? wszędzie widać ryby, sporo przed nadejściem Jezusa.

Tak więc zacząłem obserwować, że w każdej ze struktur kulturowych występowały mniej więcej te same symbole, a przede wszystkim ryby i podobne morskie dobroci, węże, kraby i mniej prawdopodobne ?smoki?, nie mówiąc już o zwyczajowych symbolach erotycznych, które prawdopodobnie były tak samo ograniczone w swojej popularności i zastosowaniu jak w dniu dzisiejszym, skoro tak jak i wtedy człowiek żyje w strukturach społecznych.
W każdej wiosce i w każdym systemie były osoby znające moc niektórych zdarzeń codziennych od innej strony, a także moc darów ziemi i morza. Byli to zawsze i wszędzie tak zwani szamani. W dzisiejszych czasach słowo szaman o dziwo przyjęło się wszędzie nawet w południowej Ameryce. Pochodzi ono etymologicznie z północnych terenów wschodniej Syberii, gdzie w Tunguzji, słowo to zna każdy.

W języku miejscowych plemion Keczua czy Ajmara, na oznaczenie terapeuty często używa się słowa quero, lub currandero, co wywodzi się (jak to twierdzą grecy z języka greckiego, tak jak wiele innych słów w językach spotykanych w Ameryce południowej, np. w bardzo popularnym tutaj języku qechua). Tak więc, lokalni uzdrawiacze, curandero, czy tez quero, krótko mówiąc szamani, byli tu obecni, i nawet twierdzą, że nie prostytucja była pierwszym znanym zawodem człowieka cywilizowanego, a wręcz odwrotnie to curandero mógł polecić zaistnienie zajęcia, które społecznie może dać upust wielu nie zlokalizowanym energiom, szczególnie u członków rządzących społecznością, lub u wieloletnich wojowników oddalonych od swoich kobiet?.
Szamani mieli wgląd w to, co wydawać by się mogło zwykłą rzeczą w sposób odmienny. W Ameryce południowej rozwinęło się ziołolecznictwo, w związku z niezwykle bogatą roślinnością w strefie subtropikalnej i tropikalnej, gdzie szamani docierali w poszukiwaniu remediów na dolegliwości swoich podopiecznych ziomków. Głównie stosowali rośliny wywołujące nieskoordynowane – wydawać by się mogło – skojarzenia, które u osoby chorej mogły i miały doprowadzić do powstania innych niż dotychczas asocjacji. Jak można się domyślać te dotychczasowe spowodowały powstanie tego, co wystąpiło jako choroba, czy ból.

Tak więc, twierdzą szamani, debatowanie na temat chorób do niczego nie prowadzi. Oni wiedzą o tym tak samo dobrze, jak w każdej kulturze wiedzieli wszyscy inni szamani. W Ameryce południowej, na przestrzeni stuleci, stale i do dzisiaj stosuje się podobne środki. Są to przede wszystkim rośliny powodujące rozszerzenie horyzontów, wyjście poza codzienny sposób myślenia, poza to, co ogranicza osobę chorą, lub w potrzebie. Są to niezwykłe paradoksy, z którymi każdy z nas może się zapoznać w oka mgnieniu, musi jednak dojść do całego łańcucha związków, które w konsekwencji dają możliwość innego spojrzenia na to, co jest, szczególnie po zastosowaniu ?magicznych? ziół szamana.

Z przewodnika turystycznego dowiedziałem się, że w Peru jest najmniej statystycznie na tysiąc mieszkańców lekarzy. Ani chybi w związku z ogromną ilością uzdrawiaczy. Wielu curandero na przestrzeni całego Peru stosuje w początkowym kontakcie z osobą potrzebującą pomocy odczytywanie liści coca. Liście krzewu coca są powszechnie stosowane w całym Peru przede wszystkim jako herbata tonizująca skutki choroby wysokościowej, która trapi każdego, w tutejszych Andyjskich górach. Herbata ta nie wyróżnia się specjalnie smakiem, nie ma też nic wspólnego ze znanym narkotykiem kokainą.

Jest to produkt naturalny, powszechnie stosowany. A narkotyczne właściwości tego krzewu, powstają dopiero po chemicznym i bardzo skomplikowanym procesie przeróbki, o którym lokalni ludzie nic nie wiedzą?i na ich szczęście. Dopiero cywilizacje zachodnie, począwszy od końca XIX wieku wynalazły sposób na uzależnianie się od substancji, wytwarzanej z pulpy liści koki. Szamani miejscowi nigdy w życiu nie widzieli białego proszku, choćby tylko z tego powodu, że ich ?dochody?, lub ściślej mówiąc ich brak, albo praktycznie rzecz biorąc ich standard życiowy nigdy by ich nie upoważnił do zakupu, białego proszku! Przeważnie po odczytaniu wieści z rozrzuconych liści koki, szaman może postępować w odpowiedni w jego mniemaniu sposób. Sposoby te są niejako trasami, podobnymi do tras, jakimi zwykle poruszają się?ryby!!! W większości wiosek południa i północnego-wschodu stosuje się zioło zwane ayahuaska, w północnych, w północnowschodnich terenach stosuje się dodatkowo lub wyłącznie zioło zwane San Pedro. Zioła te lub ich odpowiednie mieszanki z kilkoma innymi mistycznymi ziołami zawierają substancje powodujące ekspansję świadomości. Obserwowałem w maleńkiej miejscowości, niedaleko słynnego Cusco, na szczycie góry w małym domku jak lokalny ayahuaskero, czyli szaman stosujący to zioło, zadawał płyn zawierający różne zioła, a głównie ayahuaskę młodej dziewczynie w obecności jej matki. Sądzę, że w Europie taki płyn nazwano by narkotykiem, i na zawsze zamnknięto by takiego terapeutę we więzieniu. Tu jednak w Peru jest to zwyczajowy, szanowany sposób na uwolnienie ?złego? z głębi duszy osoby cierpiącej. Terapeuta nie miał nawet zamiaru rozmawiać na temat symptomów, jedynie przyjął je do wiadomości, i proces uzdrowienia odbywał się w wielkiej ciszy i skupieniu, które przerywały jedynie odgłosy rozdartej duszy cierpiącej osoby?.

W ten sposób uzdrawiali w Ameryce południowej, szamani od setek i tysięcy lat. Można jedynie oddać im honor, że zdołali utrzymać zdrowe podejście do problemu zdrowia, nie dali się uwieźć blichtrom walki z symptomami, rzekłbym, że ich komiczno groteskowa odraza do symptomu, jest wielce pomocna w skierowaniu uwagi i świadomości osoby cierpiącej we właściwym kierunku, w stronę przyczyny, która zawsze tkwi w nas, obojętnie czy to nazwać duszą, czy wyższym ja?czy jakimś podobnym symbolem zwierzęcym czy innym.

To samo moznaby napisać o procedurze uzdrawiania w starożytnych kulturach, głównie w Grecji (http://ayahuasca.net.pl/), ale o tym skojarzeniu napiszę innym razem.

Napisałem ten artykuł w kawiarence tuż nad brzegiem oceanu Spokojnego w małej wiosce Huanchaco w Peru 1 maja 2006 r. specjalnie dla czytelników Polonii w Atenach.