Sun
Mój proces przejścia na światło.

O tym, że można żyć bez jedzenia dowiedziałem się w taksówce, jadąc pewnego pięknego kwietniowego dnia w 2000 roku przez Ateny, gdzie od jakiegoś czasu mieszkam. Była to najważniejsza informacja mojego życia, jaką odebrałem od dłuższego czasu. Cały czas, który dzielił mnie od spotkania z osobą, od kilku lat nic nie jedzącą, jak podało radio, spędziłem na wydzwanianiu do wszystkich moich znajomych. Wieczorem odbyła się prezentacja przekładu na grecki książki, (jak się okazało)pani Jasmuheen z Australii. Mówiła ona o procesie 21 dniowego przejścia do życia na świetle, co wydało mi się natychmiast bardzo właściwe dla mnie. Doszedłem nawet do wniosku, że mówi ona wyraźnie do mnie.
Właściwie już od razu postanowiłem, że kupię jej książkę i po zaznajomieniu się ze szczegółami wejdę w to, możliwe, że nawet w tym roku. Już od następnego dnia zacząłem mozolnie czytać (po raz pierwszy w życiu) po grecku ze słowniczkiem. Odstawiłem tłuszcze, oraz przeszedłem z jarskich posiłków na wyłącznie surowe (jarzyny i owoce). Byłem wegetarianinem od około 10 lat, tak, że nie był to wielki problem, poza tym w ostatnich czterech latach przeszedłem cały cykl głodówek, od 3, 5, 7 na 9 dniach skończywszy. Oczyściłem swój system trawienny ziołami firmy Arise&Shine, które polecałem od kilku lat swoim pacjentom. Oczyszczałem także wątrobę i nerki sukcesywnie. W związku z letnią bardzo dobrze platna pracą, która zapewniała mi dochód, wystarczający na kilka miesięcy życia, postanowiłem przejść na światło po sezonie, po pełni księżyca 13 października. Do połowy września straciłem 10 kg wagi ciała, kiedy to przeszedłem na soki, co pozbawiło mnie jeszcze trochę wagi, ale nie martwiło mnie to wcale. Na proces przejścia wybrałem miejsce odosobnione, mały domek w budowie, przygotowywany przez grupę moich przyjaciół (z moją pomocą, zresztą) na centrum medytacyjne. Tak więc miejsce wydało mi się idealne. Z okna widok zapierający dech na góry, rzekłbym: jak w Tybecie. Wysokość 1300m n.p.m. trochę zmienia pogodę i okazało się, że jest tu chłodno, a nawet zimno, tylko 14 st. C. (W Atenach +30) Zaopatrzony w odpowiednią ilość soków czułem się we właściwym miejscu. O północy poprosiłem swego Przewodnika, Wielkich Mistrzów i Boga o zajęcie się moim procesem. Na moje nieszczęście temperatura spadała tak jak i waga mojego ciała. Musiałbym sporo pisać, powiem jednak w skrócie interesujące momenty.

Pierwsze trzy doby miałem uczucie zapadania się w nicość i ból fizyczny znikającego ciała.
Czwartego dnia obudziłem się po małych drzemkach z uczuciem lekkości. Wywołało to spory entuzjazm. Coraz mniej snu. 5ta doba czuję ruch w 7 a potem w 6tej czakrze. Co dzień tracę kilogram. Z 68 kg w kwietniu zostało 47, samopoczucie dobre, godziny w przepisowym bezruchu mijają przyjemnie. 7 doba – w nagrodę mała szklaneczka 25% roztworu soku bananowego z pomarańczowym ? bez sensacji. Mógłbym jej nie wypijać, no ale trzymam się programu.
Przez te siedem dni nic nie pijąc nawet tego nie zauważyłem. 8 doba, zaczynają mnie leczyć Siły Wyższe, mogę pić po 1,5 litra wody. Modlę się dużo, szczególnie o uzdrowienie tego ciała fizycznego, które obecnie przybrało poziom Oświęcim-Majdanek. Jest b. zimno, tylko 5 st. C. Marzną mi nogi, mimo dwóch śpiworów. Wiem jednak, że zająłem się sobą, aby uzdrawiać ludzkość! Od piętnastego dnia właściwie uprzytamniam sobie, że od kilku dni pijąc tylko 1,5 l wody właściwie żyję już na świetle! Snu coraz mniej, najwyżej 2 godziny. Odrosły mi włosy, po zdjęciu czapki zauważyłem, że są czarne! Zawsze byłem blondynem! Brak wanny, uniemożliwia mi kąpiel, która by się przydała. Moczę tylko nogi, w palce ciągle mi zimno, trochę się odmroziły!. Wiem jednak, że dam sobie z nimi radę. Ostatnia 21 doba, robi się słonecznie, uprzytamniam sobie, że siła potrzebna mi do niesienia plecaka do najbliższej wioski (3 km) przychodzi do ciała fizycznego dzięki umysłowi. I o dziwo tak się skończyło, i od teraz już żyję na świetle. I natura odbuduje moje ciało fizyczne i z każdym dniem będzie lepiej.
W tym miejscu mógłbym skończyć moją opowieść o procesie, ale dla bardziej wtajemniczonych dodam co było potem. Dojechałem do domu, i musiałem dokonać niezwykłych prac udoskonalających i oczyszczających mały domek w którym mieszkam.

Czułem się świetnie, moralnie, a mimo to waga ciała spadała codziennie. W czwartym tygodniu nic nie jadłem i nie piłem, bo tak wywnioskowałem z książki. Na koniec 4-go tygodnia strapiony ostrymi bólami w trzewiach, udało mi się uzyskać połączenie z Elanreą w Austrii, która mi nieco pomagała na duchu. Jej pierwsze pytanie było ile wody piję, no i natychmiast zasugerowała mi, że powinienem co najmniej przez 14-15 miesięcy pić dużo płynów codziennie co najmniej 3 litry i to od 21-go dnia, o czym nie było nic w greckim przekładzie książki Jasmuheen. Zacząłem więc pić wodę, ale waga już stale mi spadała, błędnie też jakoś nie piłem nic innego tylko wodę. Postanowiłem, że nie mogę spaść poniżej 50% wagi, no i doszedłem do tego poziomu po 62 dniach. Z braku jakichkolwiek wyjaśnień i kontaktu z kimkolwiek (nawet z wewnętrznym przewodnikiem) postanowiłem zacząć jeść. Mój mistrz i nauczyciel Manuel, któremu nic o tym procesie nie mówiłem poradził mi odżywiać się wolno 6x dziennie, same jarzyny sparzone i zmiksowane. Po czterech dniach zaczęła mi się wydzielać ślina, której nie miałem w ogóle od dłuższego czasu, a po 11 dniach jelito zaczęło pracować fizjologicznie.
Od tamtej pory minęło sporo czasu, nauczyłem się wiele, przede wszystkim ugruntował się mój kontakt z Wszechobecnym Projektantem Naszego Zycia, odnalazłem swoje centrum, a linia moich intencji, po raz pierwszy ustaliła się na właściwym miejscu.
Zrozumiałem jednak, że zgodnie z opinią własną oraz Jasmuheen po przejściu inicjacji mogę w każdej chwili, kiedy tylko poczuję się gotowy przestać jeść, co niechybnie za niedługo uczynię. Tak więc zostałem Ambasadorem światła w rozumieniu sił Wszechświata, co potwierdziła dyplomem Self Empowerment Akademy pani Jasmuheen z Australii.
Mam gorącą nadzieję, że moja relacja będzie pomocna wszystkim, którzy zdecydowali się na podobne przeżycie.